Posted by Grzegorz on gru 27, 2008 in
Blog
Niedawno na serwisie Gazeta.pl natknąłem się na dziwną reklamę (zrzut ekranu poniżej) – średnio dowcipny, statyczny obrazek autorstwa Mleczki, z tajemniczą flagą UE w prawym górnym rogu. Nie zorientowałbym się, że to reklama, gdyby nie wyraźny napis nad obrazkiem.

Moje zdumienie było jeszcze większe, gdy, z czysto zawodowej ciekawości, kliknąłem w obrazek i trafiłem na stronę, do której reklama odnosiła. Oczom mym ukazał się bowiem… (nie, nie las krzyży) portal Komisji Europejskiej. Przez chwilę przyglądałem się stronie (ówczesny widok ekranu na zrzucie poniżej) próbując odnaleźć choć cień nawiązania do “reklamy”, jednak bezskutecznie. Może jednak jestem za mało spostrzegawczy?

Widziałem już różne chwyty reklamodawców mające na celu zmylić konsumenta i podnieść CTR. Reklama bez logo (w sumie tu była flaga UE…) oraz większego sensu nie bardzo mnie więc dziwi. Ale dlaczego akurat w ten sposób reklamuje się Komisja Europejska? I po co? Czyżby też musieli na koniec roku pochwalić się przed przełożonymi odpowiednim poziomem odwiedzalności swojego serwisu by uzasadnić jego dalsze istnienie i rozwój? Jeśli tak, to można to było zrobić w bardziej inteligentny sposób.
Tagi: internet, opinie, reklama
Posted by Grzegorz on gru 26, 2008 in
Blog
Właśnie wróciłem z krótkiego wypadu do centrum Warszawy. Moją uwagę przykuła reklama Toshiby na jednym z budynków w Alejach Jerozolimskich vis a vis Dworca Śródmieście. Pewnie dlatego, że na ekranie reklamowanego laptopa wyświetlany był ruchomy obraz z umieszczonego gdzieś projektora. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że to świetny pomysł na reklamę (w końcu zwróciła moją uwagę, zapamiętałem markę itepe…). Po chwili jednak, gdy rozejrzałem się po sąsiednich budynkach, ogarnął mnie smutek. Trudno było bowiem dostrzec budynek, którego nie zasłaniałyby olbrzymie reklamy. I tak niestety wygląda całe centrum Warszawy – pstrokaty śmietnik ućkany reklamami i stojącymi na dachach dmuchanymi lwami.
Coraz więcej pisze się o tym w gazetach – jak ludzie walczą z winylami zasłaniającymi ich okna i burzącymi estetykę otoczenia. Wystarczy przystanąć chwilę w centrum naszej stolicy i porozglądać się chwilę dookoła, by ich zrozumieć. Nie przekonują mnie argumenty, że pieniądze zarobione na tych reklamach idą na remont elewacji budynków, które zakrywają, bo tak z pewnością w większości przypadków nie jest. I kto wydaje pozwolenie na to żeby te reklamy mogły zawisnąć i ile za to bierze do kieszeni?
Głupio mi się robi na myśl, że też przyłożyłem do tego rękę współtworząc olbrzymie winyle do kampanii jednego z moich klientów. I nawet chwaliłem się, że to największe “banery” jakie dotychczas miałem okazję robić. Ciekawe, czy teraz byłbym w stanie powiedzieć, że to głupi pomysł.
Tagi: opinie, reklama
Posted by Grzegorz on gru 11, 2008 in
Blog
Od swoich studentów można się wiele nauczyć :) Wczoraj, dzięki jednej ze słuchaczek wykładu z Ekonomiki Mediów, dowiedziałem się o istnieniu wyszukiwarki Kosmix.com. W odróżnieniu od tradycyjnych wyszukiwarek, Kosmix prezentuje wyniki wyszukiwania w formie strony zawierającej skondensowaną treść na wyszukiwany temat. Nie dostajemy zastem zestawu linków, które musimy otwierać po kolei by dotrzeć do poszukiwanej treści, lecz coś na kształt gotowej “pigułki wiedzy”. Poniższy screen pokazuje wynik wyszukiwania na hasło “Paweł Nastula”. Widać więc początek artykułu z Wikipedii, zdjęcia Pawła, pokrewne terminy (a zatem można od razu dowiedzieć się, że to utytułowany judoka, ale także uczestnik turnieju Pride i zawodnik MMA), najciekawsze wątki z forów dyskusyjnych, filmy z YouTube, zdjęcia z Flickr oraz wpisy z blogów.

Technicznie nie jest to więc żadna innowacja. W pierwszej chwili pomyślałem sobie – bardzo wtórny pomysł, opierający się na już istniejących wynikach wyszukiwania i próbujący oszukać internautów, że ma do zaoferowania coś innego niż pozostałe wyszukiwarki. Po chwili zastanowienia doszedłem jednak do wniosku, że może wcale nie trzeba tworzyć nowych informacji, by być przydatnym. W końcu informacji w sieci jest co najmniej wystarczająca ilość. Problem w tym, że większość ludzi nie jest w stanie przekuć tej informacji na wiedzę. Podstawowe powody są chyba dwa:
- brak umiejętności w poszukiwaniu informacji i weryfikowaniu tej właściwej
- często informacja jest podawana w trudnej do przyswojenia formie
Być może więc takie wynalazki jak Kosmix okażą się wartościowe, gdyż, dzięki prezentowaniu informacji w skondensowanej i przyswajalnej formie (w tej chwili nie oceniam, czy akurat taka forma jest właściwa, choć pewnie bardziej czytelna niż linki na Google) przyczyni się do powiększenia zasobów wiedzy wśród przeciętnych użytkowników sieci, którzy nie ukończyli kursów “Information Retrieval” i sądzą, że jeśli coś nie wyskakuje w Google’u na jednym z trzech pierwszych pozycji to znaczy, że nie istnieje.
Tagi: internet, opinie, społeczeństwo, web 2.0
Posted by Grzegorz on gru 10, 2008 in
Blog
Ostatnio zacząłem odkrywać kolejne “ficzery” Gmaila, z którego korzystam zarówno do celów prywatnych jak i firmowych. Webowy interfejs mojej poczty zaczyna zatem wyglądać jak małe centrum zarządzania (życiem?), co widać na poniższym screenie (jakość niska żeby przypadkiem nie dało się czegoś rozczytać ;-)).

Po lewej mam włączony widget pokazujący kalendarz i nadchodzące wydarzenia. Pod nim lista aktywnych dokumentów na Google Docs – arkusze kalkulacyjne, pliki tekstowe, prezentacje. Po prawej widet prezentujący listę zadań, czyli tak zwane “tudusy”. Korzystam z RememberTheMilk, choć właśnie dowiedziałem się, że Google wprowadziło własną listę zadań jako jeden z ich “laboratoryjnych” gadżetów znajdujących się w fazie testów Przy okazji – coś mi się wydaje, że te ich permanentne “labsy” i “bety” to po prostu wybieg prawny mający ich zabezpieczyć przed ewentualnymi roszczeniami użytkowników, którym coś nie zadziałało lub się popsuło po skorzystaniu z jednej z ich usług ;-). Widget RememberTheMilk ma tę zaletę, że widzę tę samą listę zadań niezależnie od tego, czy właśnie korzystam z poczty służbowej czy prywatnej. Bardzo przydatna jest opcja automatycznego wstawiania zadań na listę oraz spotkań w kalendarzu po oznaczeniu maila etykietą lub gwiazdką. Z kolei poziomu listy zadań do zrobienia można otworzyć mail przypisany danemu zadaniu. Bardzo przydatne i zwiększa produktywność, przynajmniej pozornie.
Jeszcze niedawno wydawało mi się, że aplikacje webowe długo będą ustępować Outlookom i tym podobnym, gdyż wymagają stałego podłączenia do Internetu. Okazuje się jednak, że to już nie jest barierą, nawet w Polsce. Internet w domu i w pracy do oczywistość. Hotspotów “na mieście” jest coraz więcej. I nawet w pociągu do Krakowa czy Poznania, pomimo braku zapowiadanego w Interncity dostępu do sieci, jest komórka. Mój zestaw Nokia E51 z obsługą HSDPA i usługą iPlus w połączeniu z MacBookiem przez bluetooth sprawdza się znakomicie w każdych warunkach. Niestety, jestem uzależniony. Przyznaję. Ale na razie na odwyk się nie zdecyduję.
Tagi: Google, opinie, produktywność
Posted by Grzegorz on gru 8, 2008 in
Blog

znalezione na Entrepreneur Geek.
Tagi: opinie, rozrywka