Twitter niewątpliwie jest jednym z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy. Nadal jednak nie wiemy jak dobrze wykorzystać ten serwis (lub jemu podobne serwisy mini-, mikrobloggingowe czy lifestreamingowe) do działań reklamowych. Jedna z londyńskich piekarni wpadła jednak na świetny pomysł – obok pieca zainstalowali urządzenie, które wysyła na Twittera informacje o tym, że chleb jest już gotowy. Dzięki temu wszyscy okoliczni subskrybenci ich kanału dokładnie wiedzą kiedy wyskoczyć po świeże pieczywo. Podobno wyniki sprzedażowe są świetnie.
Facebook’iem zachłystuje się większość “znawców branży”, w tym ja sam. Serwis zdobywa ogromną popularność na całym świecie i jeszcze większy rozgłos w mediach (PR-owo przyćmiewa go chyba tylko Twitter). Niedawno FB przekroczył liczbę 200 mln użytkowników i pobił najbardziej “trendy” serwis społecznościowy czyli MySpace.com. Tymczasem Chińczycy ze swoim serwisem QQ.com biją Facebooka i MySpace razem wzięte na głowę ze swoimi 380 milionami odwiedzających miesięcznie. Tak przynajmniej “mówi się” w sieci, choć statystyki Alexa.com tego nie potwierdzają (poniżej wykres zasięgu trzech serwisów z 29/06/2009).
Z ciekawości wszedłem na qq.com żeby zobaczyć co w nim przyciąga takie tabuny ludzi, choć odpowiedź wydaje się oczywista. Nie mogę jednak w żaden sposób ocenić tego, co tam się znajduje. Sami zobaczcie dlaczego :)
Na pierwszy rzut oka bardziej przypomina to jednak Onet.pl niż Facebook.com.
Moją uwagę (a jakże) zwróciła też reklama – po otwarciu strony wyskoczyło coś, co przypomina XHTML’e goszczące często na stronach głównych polskich portali. Część serwisu poleciała w dół, a oczom moim ukazała się grafika na prawie cały ekran.
Po około 10 sekundach jednak grzecznie zniknęła, a dolna część serwisu powróciła na swoje miejsce. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo w końcu to samo mamy u siebie. Poza jednym małym detalem – w miejscu “przełamania” serwisu, po zniknięciu reklamy pozostał mały element nawigacyjny umożliwiający ponowne jej odtworzenie:
Sprytne. Przydałoby się żeby polskie portale dodały coś takiego do swoich specyfikacji.
Chwilę po ogłoszeniu bankructwa GM opublikował na YouTube 1-minutowy film, który stanowi komentarz do tego przykrego wydarzenia, a jednocześnie prezentuje wizję tego, co czeka koncern w najbliższej przyszłości.
Powstał też serwis internetowy GM reinvention dotyczący upadku koncernu, który jest “sprzedawany” jako jego odrodzenie. Tutaj z kolei widać, że GM uaktywnił się też w innych mediach społecznościowym – Twitterze (z wieloma kanałami), Flickr czy na Facebook’u. Na facebook’owej stronie GM spodobał mi się najnowszy wpis (stan na 04/06/2009, 00:04):
Można odnieść wrażenie, że GM prowadzi prawdziwą, szczerą i bezpośrednią rozmowę ze swoimi “fanami” – słuchają tego, co mówią ludzie i odpowiadają im. A jeśli nie mogą / nie chcą zrobić tego od razu, przynajmniej informują, że odpowiedzą wkrótce. Właśnie w taki sposób firmy powinny wykorzystywać te kanały. Szkoda, że otrzeźwienie przychodzi dopiero w sytuacjach kryzysowych, gdy już nie ma nic do stracenia.