W najnowszym biuletynie Gemius informuje, że 95% wizyt w polskich serwisach internetowych uwzględnionych w badaniu gemiusTraffic (czyli teoretycznie w największych i najważniejszych, a skoro w nich, to pewnie też we wszystkich pozostałych) jest rozpoczętych wejściem z wyszukiwarek, a w zasadzie z wyszukiwarki – Google.
Wykres. Udział wizyt rozpoczętych wejściem z wyszukiwarek Google, Bing i Onet na witryny uwzględnione w badaniu gemiusTraffic – Polska
Przyznam, że mocno się zdziwiłem zobaczywszy te dane, bo ja mam raczej inne zwyczaje – często korzystam z "ulubionych", del.icio.us, bo i oczywiście z palca, czyli wpisuję adres ulubionych serwisów ręcznie. Z twardymi danymi trudno jednak polemizować. Z drugiej strony nawet niektórzy moi znajomi z agencji wchodząc na serwis typu Onet.pl czy Gazeta.pl wpisują jego adres w… wyszukiwarce (na stronie www lub wyszukiwarce w pasku narzędziowym przeglądarki), a potem klikają w pierwszy otrzymany link. Najwidoczniej robi tak wielu.
Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła, to że w takim razie sens mają w zasadzie jedynie działania SEM i SEO. W banery, newslettery, mailingi, seedowane (spamowane?) linki klika coraz mniej ludzi, a jak pokazuje powyższy wykres nawet jeśli klikają, to i tak jest to jakiś marginalny procent wszystkich wejść na strony docelowe. Po chwili jednak popukałem się w głowę. Przecież żeby coś znaleźć, trzeba wiedzieć, czego się szuka. I właśnie taką rolę spełnia reklama.
Poszukiwanie odpowiednich marek wspomaga, a często inicjuje, zarówno reklama displayowa, co pokazują poniższe wyniki badania przeprowadzonego przez amerykańską firmę Specific Media…
… jak i reklama telewizyjna. Poniższy wykres pokazuje wzrost liczby zapytań na frazę "samsung chelsea" w okresach, kiedy reklama była emitowana w telewizji. W końcu coraz więcej telewidzów (w Stanach to już podobno 81%) korzysta z Internetu w czasie, gdy telewizor jest włączony. Co z resztą starała się ostatnio wykorzystać Skoda reklamując model Yeti.
Oczywiście, także social media marketing wspomaga wyszukiwarki. Po pierwsze dostarczając ludziom tematów czy pretekstów do poszukiwań, po drugie wspomagając pozycjonowanie stron w wynikach organicznych, które ludzie klikają sześć razy chętniej niż linki sponsorowane.
Jest więc życie i biznes poza Google, choć ta wyszukiwarka zdaje się być stale powiększającą się czarną dziurą przyciągającą i pochłaniającą coraz większą część znanego nam świata.
Jak podaje clickz.com, Amerykanie spędzają coraz więcej czasu na Facebooku, między innymi kosztem serwisów należących do Google i Microsoftu. Jak widać z poniższego zestawienia, średni miesięczny czas spędzony przez jednego użytkownika na Facebooku znacząco przekracza czas spędzony przez niego na serwisach Google i MS razem wziętych! W zasadzie, gdyby dorzucić do tej dwójki Yahoo! to, cała trójka ledwie wygrywa z FB.
Top 25 Parent Companies/Divisions at Home and Work, October 2009
Parent Unique Audience (000) Time per Person (hr:min:sec)
Google 156,635 2:34:50
Microsoft 138,773 2:06:16
Yahoo! 134,745 3:06:11
Facebook 107,482 6:09:48
AOL LLC 91,205 2:30:32
News Corp. 79,817 1:28:46
Jak widać, social wciąga. I marszowi Facebooka nie przeszkadza nawet zauważony ostatnio przez niektórych obserwatorów odpływ osób przed 25 rokiem życia, spowodowany podobno pojawieniem się na tym serwisie ich rodziców. A wiadomo, że gdy pojawiają się starzy, impreza się kończy.