Internet dla niezadowolonych
Internet jest doskonałym narzędziem do wyrażenia sprzeciwu czy swojego niezadowolenia. Z naszego poletka marketingowego, koronnym przykładem jest akcja nieposłuszeństwa konsumenckiego mStop / Nabici w mBank. Tak zwane „media społecznościowe” ułatwiają dzielenie się opiniami i doświadczeniami nt. produktów i usług. Tak się jakoś składa, że, przynajmniej w Polsce, chętniej dzielimy się doświadczeniami negatywnymi niż pozytywnymi. Sprawdza się teoria, że zadowolony klient powie o tym jednej osobie, a niezadowolony – dziesięciu. Takie wynalazki jak fora dyskusyjne, blogi czy inne Facebooki każą te liczby pomnożyć przynajmniej razy 10. Jak powiedział Elliot Carver w „Tomorrow never dies” – „there’s no news like bad news„.
Z punktu widzenia człowieka reklamy martwi mnie to, gdyż sprawia, że moja praca polegająca głównie na budowaniu wizerunku marek i przekonywaniu ludzi, żeby wybrali produkt (a w zasadzie markę) A, grając głównie na ich emocjach, jest często bezwartościowa. Co z tego, że uda się kogoś namówić do zakupu, jeśli sam produkt jest kiepski? Nie dość, że sam się zrazi, to jeszcze powie o tym ludziom na całym świecie. Natomiast jako konsumenta, ta sytuacja bardzo mnie cieszy. Wymusza bowiem na producentach to, żeby produkty były naprawdę dobre, a obietnice opisywane w briefach reklamowych miały pokrycie w rzeczywistości.
Do tych dosyć oczywistych przemyśleń o dzieleniu się frustracją przez Internet skłonił mnie jednak poważniejszy temat z artykułu w piątkowej Wyborczej. Dotyczy on organizowania się przez Internet ludzi niezadowolonych nie z pasty do zębów czy wysokich stóp kredytów hipotecznych, lecz tyranii rządzących Iranem. Sprawa dotyczy Majida Tavakoli, który został aresztowany za publiczne wygłoszenie antyrządowego przemówienia na jednym z Irańskich uniwersytetów (nagranie przemówienia na YouTube). W wiadomościach telewizyjnych pokazano go później w czadorze, czyli damskim przebraniu, które miało go zdyskredytować (nagranie wiadomości na YouTube). Ta akcja przyniosła jednak zupełnie odwrotny skutek, gdyż ludzie… zaczęli publikować swoje zdjęcia i nagrania w czadorach, solidaryzując się w ten sposób z Majidem. W ten sposób, dzięki Internetowi, stworzyła się akcja „We are all Majid Tavakoli”.
Drżyjcie więc pasty do zębów, drżyjcie tyrani narodów. Ludzie mają władzę. Dzięki niecenzurowanemu Internetowi. Microsofcie, zastanów się jeszcze raz nad swoją obecnością w Chinach.

