Dziennik.pl poinformował niedawno, iż rząd planuje rękami UKE cenzurować Internet blokując dostęp do “stron zawierających niebezpieczne treści”. Sprawa dotyczy głównie serwisów umożliwiających hazard, ale nie tylko. Generalnie, trąci trochę Chinami, choć nie twierdzę, że takie działanie nie jest zupełnie pozbawione sensu.
Jakiś czas temu toczyła się debata na temat cenzury wypowiedzi w Internecie, zapoczątkowana przez Jacka Zakowskiego. Przyznam, że mnie również irytują bezsensowne, obraźliwe i kłamliwe komentarze i innego rodzaju “debaty” prowadzone anonimowo przez wszelkiej maści trolle internetowe. Niestety, anonimowość sprawia, że ludzie piszą co im ślina na język przyniesie, często tylko po to, by zgodnie z naturą Polaka, pokłócić się, nawet jeśli nie wierzą w to, co mówią. Co jakiś czas wraca więc do mnie jak bumerang myśl o Internecie, do którego trzeba się zalogować używając swojej prawdziwej tożsamości. W oczywisty sposób podniosłoby to jakość dyskusji w sieci, bo ludzie bardziej pilnowaliby swoich języków.
I tutaj pojawia się Facebook. Dla mnie to jak Internet w Internecie, tylko lepszy. Lepszy w tym sensie, że każdy podpisuje się swoim nazwiskiem i facjatą, a więc bierze pełną odpowiedzialność, za to co publikuje. Dzięki temu między innymi nie ma tam raczej “hejterskich” komentarzy. Pomaga zapewne też to, że każdy obraca się w kręgu swoich znajomych, co powstrzymuje przed krytykowaniem, wylewaniem jadu i swoich frustracji. W ten pozytywistyczny klimat wpisuje się także brak przycisku “Don’t like”, co z resztą nie podoba się wielu polskim użytkownikom Facebooka. Bardzo znamienne :)
eMarketer donosi za Citibankiem, iż szefowie małych firm w Stanach nie uważają serwisów społecznościowych za wartościowe narzędzie, które pomoże rozwinąć im ich biznes.
Tymczasem dzisiejsze wydanie Los Angeles Times opisuje przykład piekarni z Beverly Hills, która bardzo chwali sobie swoją obecność na Facebooku, gdzie zdobyła już ponad 70,000 fanów. Niedawno pisałem o pewnej londyńskiej piekarni, która przy pomocy sprytnego urządzenia zainstalowanego obok ich pieca, informuje na Twitterze o świeżych wypiekach.
Czyżby zatem branża piekarsko-cukiernicza wyrastała na liderów kreatywnego wykorzystania mediów społecznościowych w działalności komercyjnej?
Przyznam, że jeszcze nie odkryłem zalet Twittera czy Blipa. Jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić kiedy miałbym mieć czas na śledzenie tych wszystkich “dyskusji” i branie w nich udziału. Już sam Facebook wydaje się być wystarczającym pożeraczem czasu. Ale dobrze wiedzieć, że mogę teraz w prosty sposób zlinkować konto na Facebooku z tym na Twitterze i z jednego miejsca publikować na obu. Dla celów marketingowych to świetne rozwiązanie, bo można zwiększyć zasięg naszych działań nie robiąc dwa razy tego samego. Dla celów personalnych… cóż, chyba po prostu ten mikroblogging (jeszcze) nie dla mnie.