W poprzedniej wersji postu było tutaj moje kretyńskie zdjęcie, które wrzuciłem jako pierwszy z brzegu plik nadający się do publikacji (?). To był test działania platformy posterous.com, którą odkryłem dzięki Wojtkowi z CPB. Dzięki!
Rozwiązanie wygląda ciekawie – zakładasz bloga wysyłając po prostu mail z treścią swojego pierwszego posta na adres post@posterous.com i… gotowe! Masz założony blog z pierwszym wpisem. Kolejne dodaje się tak samo. Jeśli załączymy do maila zdjęcia, posterous automatycznie stworzy nam galerię. Podanie w mailu linka do filmu na YouTube sprawi, że w treści postu film zostanie wstawiony, podobnie jak mp3 itd.
Oczywiście, jest pełna integracja z Facebookiem, Twitterem i WordPressem, co pozwala publikować na te wszystkie platformy wysyłając jednego maila.
Jest też możliwość tworzenia „grupowych blogów” i kilka innych ciekawych opcji. Sprawdźcie sami.
Dziennik.pl poinformował niedawno, iż rząd planuje rękami UKE cenzurować Internet blokując dostęp do „stron zawierających niebezpieczne treści”. Sprawa dotyczy głównie serwisów umożliwiających hazard, ale nie tylko. Generalnie, trąci trochę Chinami, choć nie twierdzę, że takie działanie nie jest zupełnie pozbawione sensu.
Jakiś czas temu toczyła się debata na temat cenzury wypowiedzi w Internecie, zapoczątkowana przez Jacka Zakowskiego. Przyznam, że mnie również irytują bezsensowne, obraźliwe i kłamliwe komentarze i innego rodzaju „debaty” prowadzone anonimowo przez wszelkiej maści trolle internetowe. Niestety, anonimowość sprawia, że ludzie piszą co im ślina na język przyniesie, często tylko po to, by zgodnie z naturą Polaka, pokłócić się, nawet jeśli nie wierzą w to, co mówią. Co jakiś czas wraca więc do mnie jak bumerang myśl o Internecie, do którego trzeba się zalogować używając swojej prawdziwej tożsamości. W oczywisty sposób podniosłoby to jakość dyskusji w sieci, bo ludzie bardziej pilnowaliby swoich języków.
I tutaj pojawia się Facebook. Dla mnie to jak Internet w Internecie, tylko lepszy. Lepszy w tym sensie, że każdy podpisuje się swoim nazwiskiem i facjatą, a więc bierze pełną odpowiedzialność, za to co publikuje. Dzięki temu między innymi nie ma tam raczej „hejterskich” komentarzy. Pomaga zapewne też to, że każdy obraca się w kręgu swoich znajomych, co powstrzymuje przed krytykowaniem, wylewaniem jadu i swoich frustracji. W ten pozytywistyczny klimat wpisuje się także brak przycisku „Don’t like”, co z resztą nie podoba się wielu polskim użytkownikom Facebooka. Bardzo znamienne :)
eMarketer donosi za Citibankiem, iż szefowie małych firm w Stanach nie uważają serwisów społecznościowych za wartościowe narzędzie, które pomoże rozwinąć im ich biznes.
Tymczasem dzisiejsze wydanie Los Angeles Times opisuje przykład piekarni z Beverly Hills, która bardzo chwali sobie swoją obecność na Facebooku, gdzie zdobyła już ponad 70,000 fanów. Niedawno pisałem o pewnej londyńskiej piekarni, która przy pomocy sprytnego urządzenia zainstalowanego obok ich pieca, informuje na Twitterze o świeżych wypiekach.
Czyżby zatem branża piekarsko-cukiernicza wyrastała na liderów kreatywnego wykorzystania mediów społecznościowych w działalności komercyjnej?