Przyznam, że jeszcze nie odkryłem zalet Twittera czy Blipa. Jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić kiedy miałbym mieć czas na śledzenie tych wszystkich “dyskusji” i branie w nich udziału. Już sam Facebook wydaje się być wystarczającym pożeraczem czasu. Ale dobrze wiedzieć, że mogę teraz w prosty sposób zlinkować konto na Facebooku z tym na Twitterze i z jednego miejsca publikować na obu. Dla celów marketingowych to świetne rozwiązanie, bo można zwiększyć zasięg naszych działań nie robiąc dwa razy tego samego. Dla celów personalnych… cóż, chyba po prostu ten mikroblogging (jeszcze) nie dla mnie.
Facebook’iem zachłystuje się większość “znawców branży”, w tym ja sam. Serwis zdobywa ogromną popularność na całym świecie i jeszcze większy rozgłos w mediach (PR-owo przyćmiewa go chyba tylko Twitter). Niedawno FB przekroczył liczbę 200 mln użytkowników i pobił najbardziej “trendy” serwis społecznościowy czyli MySpace.com. Tymczasem Chińczycy ze swoim serwisem QQ.com biją Facebooka i MySpace razem wzięte na głowę ze swoimi 380 milionami odwiedzających miesięcznie. Tak przynajmniej “mówi się” w sieci, choć statystyki Alexa.com tego nie potwierdzają (poniżej wykres zasięgu trzech serwisów z 29/06/2009).
Z ciekawości wszedłem na qq.com żeby zobaczyć co w nim przyciąga takie tabuny ludzi, choć odpowiedź wydaje się oczywista. Nie mogę jednak w żaden sposób ocenić tego, co tam się znajduje. Sami zobaczcie dlaczego :)
Na pierwszy rzut oka bardziej przypomina to jednak Onet.pl niż Facebook.com.
Moją uwagę (a jakże) zwróciła też reklama – po otwarciu strony wyskoczyło coś, co przypomina XHTML’e goszczące często na stronach głównych polskich portali. Część serwisu poleciała w dół, a oczom moim ukazała się grafika na prawie cały ekran.
Po około 10 sekundach jednak grzecznie zniknęła, a dolna część serwisu powróciła na swoje miejsce. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo w końcu to samo mamy u siebie. Poza jednym małym detalem – w miejscu “przełamania” serwisu, po zniknięciu reklamy pozostał mały element nawigacyjny umożliwiający ponowne jej odtworzenie:
Sprytne. Przydałoby się żeby polskie portale dodały coś takiego do swoich specyfikacji.
Chwilę po ogłoszeniu bankructwa GM opublikował na YouTube 1-minutowy film, który stanowi komentarz do tego przykrego wydarzenia, a jednocześnie prezentuje wizję tego, co czeka koncern w najbliższej przyszłości.
Powstał też serwis internetowy GM reinvention dotyczący upadku koncernu, który jest “sprzedawany” jako jego odrodzenie. Tutaj z kolei widać, że GM uaktywnił się też w innych mediach społecznościowym – Twitterze (z wieloma kanałami), Flickr czy na Facebook’u. Na facebook’owej stronie GM spodobał mi się najnowszy wpis (stan na 04/06/2009, 00:04):
Można odnieść wrażenie, że GM prowadzi prawdziwą, szczerą i bezpośrednią rozmowę ze swoimi “fanami” – słuchają tego, co mówią ludzie i odpowiadają im. A jeśli nie mogą / nie chcą zrobić tego od razu, przynajmniej informują, że odpowiedzą wkrótce. Właśnie w taki sposób firmy powinny wykorzystywać te kanały. Szkoda, że otrzeźwienie przychodzi dopiero w sytuacjach kryzysowych, gdy już nie ma nic do stracenia.