Jak podaje clickz.com, Amerykanie spędzają coraz więcej czasu na Facebooku, między innymi kosztem serwisów należących do Google i Microsoftu. Jak widać z poniższego zestawienia, średni miesięczny czas spędzony przez jednego użytkownika na Facebooku znacząco przekracza czas spędzony przez niego na serwisach Google i MS razem wziętych! W zasadzie, gdyby dorzucić do tej dwójki Yahoo! to, cała trójka ledwie wygrywa z FB.
Top 25 Parent Companies/Divisions at Home and Work, October 2009
Parent Unique Audience (000) Time per Person (hr:min:sec)
Google 156,635 2:34:50
Microsoft 138,773 2:06:16
Yahoo! 134,745 3:06:11
Facebook 107,482 6:09:48
AOL LLC 91,205 2:30:32
News Corp. 79,817 1:28:46
Jak widać, social wciąga. I marszowi Facebooka nie przeszkadza nawet zauważony ostatnio przez niektórych obserwatorów odpływ osób przed 25 rokiem życia, spowodowany podobno pojawieniem się na tym serwisie ich rodziców. A wiadomo, że gdy pojawiają się starzy, impreza się kończy.
Ostatnio pojawiło się sporo wzmianek o GDrive, długo oczekiwanej usłudze wirtualnego dysku, która byłaby naturalnym rozszerzeniem portfolio Google’a. Z czysto zawodowej ciekawości wstukałem więc adres www.gdrive.com, by zobaczyć, czy Google już coś oficjalnie opublikowało. Po otwarciu strony oczom mym ukazał się jednak… serwis agencji oferującej usługi web designu. Ciekawe, o ile zwiększył im się ostatnio ruch na serwisie i jak to wpłynęło na ich sprzedaż. Z tym drugim to pewnie niewiele się stało, skoro oferują usługi B2B, a GDrive (ten guglowy) to raczej B2C. Swoją drogą adres web.com też sam w sobie stanowi niezłą wartość. Web.com jest notowany na NASDAQ, więc pewnie i rynkową wycenę domeny łatwo gdzieś wygrzebać. Czy ktoś jest zainteresowany takim ćwiczeniem z przedmiotu “information retrieval”? ;-)
Według wyników badań przeprowadzonych przez Deloitte i opublikowanych przez eMarketer reklama telewizyjna ma nadal największy wpływ na decyzje zakupowe konsumentów. Reklamy w Internecie i czasopismach znalazły się na drugim/trzecim miejscu (w zależności od kraju). Nie udało mi się dotrzeć do źródła badania, więc nie wiem jaka była metodologia i co tak naprawdę oznacza “reklama internetowa”. Czy chodzi tylko o reklamę banerową, czy o całokształt działań reklamowych w sieci, łącznie z buzz marketingiem, działaniami w serwisach społecznościowych, UGC, viralami i innymi. I czy “buying decisions” oznacza intencję zakupu, czy rzeczywisty zakup. W przypadku tego drugiego Internet ma oczywistą przewagę w postaci możliwości natychmiastowego dokonania transakcji.
Niedawno na serwisie Gazeta.pl natknąłem się na dziwną reklamę (zrzut ekranu poniżej) – średnio dowcipny, statyczny obrazek autorstwa Mleczki, z tajemniczą flagą UE w prawym górnym rogu. Nie zorientowałbym się, że to reklama, gdyby nie wyraźny napis nad obrazkiem.
Moje zdumienie było jeszcze większe, gdy, z czysto zawodowej ciekawości, kliknąłem w obrazek i trafiłem na stronę, do której reklama odnosiła. Oczom mym ukazał się bowiem… (nie, nie las krzyży) portal Komisji Europejskiej. Przez chwilę przyglądałem się stronie (ówczesny widok ekranu na zrzucie poniżej) próbując odnaleźć choć cień nawiązania do “reklamy”, jednak bezskutecznie. Może jednak jestem za mało spostrzegawczy?
Widziałem już różne chwyty reklamodawców mające na celu zmylić konsumenta i podnieść CTR. Reklama bez logo (w sumie tu była flaga UE…) oraz większego sensu nie bardzo mnie więc dziwi. Ale dlaczego akurat w ten sposób reklamuje się Komisja Europejska? I po co? Czyżby też musieli na koniec roku pochwalić się przed przełożonymi odpowiednim poziomem odwiedzalności swojego serwisu by uzasadnić jego dalsze istnienie i rozwój? Jeśli tak, to można to było zrobić w bardziej inteligentny sposób.