5

Aspołeczny Kindle i sok pomarańczowy

Posted by Grzegorz on kwi 23, 2011 in Blog

Amazon KindleNie, Kindle nie jest aspołeczny dlatego, że wciągnięci w lekturę zapominamy o ludziach wokół nas. Jako czytnik e-booków jest świetny. Technologia, w której wykonany jest ekran, robi niesamowite wrażenie – naprawdę prawie jak prawdziwy papier, choć bardziej jak nadruk na jasnoszarym plastiku, co umożliwia zdecydowanie bardziej komfortowe czytanie niż z ekranu komputera / iPada. Wybór książek jest ogromny (w Polsce prawie 700 tysięcy tytułów, choć praktycznie żadnych po polsku), ceny niższe niż dla wydań papierowych, a na dostawę czeka się kilkanaście sekund zamiast dni. W dodatku można za darmo pobrać pierwszy rozdział każdej książki, co dla mnie jest dużą zaletą, bo w przypadku wielu kończyło się po kilkunastu/kilkudziesięciu stronach. Całą bibliotekę można zabrać ze sobą w dowolnie długą podróż, bo bateria wydaje się starczać na miesiąc czytania (z wyłączonym WiFi, bez 3G). Gdy zmęczy nas czytanie, możemy włączyć tryb „text-to-speech” i książkę zacznie za nas czytać lektor. Ma trochę problemów z interpunkcją, ale da się zrozumieć. Poza lekturą zakupioną w Amazon można też czytać własne dokumenty (PDF, DOC, TXT…) – wrzucone wprost z komputera lub przekonwertowane przez Amazon na odpowiedni format (po wysłaniu e-mailem na konto naszego Kindle). Kindle ma nawet przeglądarkę internetową, więc przy odrobinie wytrwałości można poczytać wiadomości na stronach www, choć ze względu na trudną nawigację, sporą bezwładność ekranu i brak kolorów, lepiej ograniczyć się do blogów, które najlepiej zasubskrybować przez serwis typu Google Reader. Na dodatek kabel łączący Kindle z komputerem to standardowe micro USB, więc jeden mniej do zgubienia.

Ale dlaczego właściwie aspołeczny? Przecież Kindle umożliwia dzielenie się podkreśleniami i notatkami do posiadanych przez nas tytułów z innymi ich czytelnikami (świetny sposób na komunikowanie się dla agentów i terrorystów), a nawet publikowanie cytatów na Twitterze i Facebooku. Po pobraniu kilkunastu książek uświadomiłem sobie, że nigdy nie staną na mojej półce, nigdy ich nikomu nie pożyczę, a jak zaczną mi zabierać miejsce, nie oddam ich do biblioteki. Tak właśnie robiłem dotychczas. Znajomi, którzy mnie odwiedzali,  penetrowali regały z książkami i coś pożyczali, często bezzwrotnie. Regularnie oddawałem do bibliotek publicznych książki, których już nie potrzebowałem – tam mają drugie życie. Z Kindle jest to niemożliwe. Jeszcze niedawno działały podobno jakieś serwisy internetowe umożliwiające wypożyczanie książek pomiędzy użytkownikami Kindle, ale Amazon zakończył z nimi współpracę i jak na razie nic nie słychać o tym żeby sam miał udostępnić taką możliwość. A przecież nie pożyczę komuś całego czytnika. Raz kupiona książka pozostanie już moja, żadna biblioteka nie dostanie jej gdy już mi się znudzi. Nikt też nie zobaczy okładki książki, którą będę czytał w kawiarni, w metrze czy w parku i nie pomyśli „może też warto to kupić i przeczytać?” (nie pamiętam gdzie czytałem artykuł o śmierci okładki…). Z takim gadżetem w ręku jak Kindle można za to wyjść na nowoczesnego intelektualistę.

Ale nawet Kindle nie przebije gadżetu, który kupiłem wczoraj – elektryczna wyciskaczka do owoców. Najzwyklejsza, za 50 zł, z pobliskiego supermarketu (w internecie można takie kupić za 25 zł). Z jednej pomarańczy i połówki grapefruita w 3 minuty, włączając czas na umycie sprzętu, dostaniecie szklankę pysznego, zdrowego soku. Nie ma porównania z tymi z kartonu. Polecam tak samo gorąco jak czytanie książek.

wyciskacz

PS. Nie wiecie czy są jakieś skutki uboczne związane z przedawkowaniem cytrusów?

Tagi: , ,

Copyright © 2012 Berezowski.net Creative Commons License. Theme by Laptop Geek. Any Feed Reader