Posted by Grzegorz on kwi 5, 2010 in
Blog
Dziś spędziłem swoją pierwszą noc z iPhonem nie przy łóżku, a w łóżku. Dokładniej – spał pod prześcieradłem obok mojej głowy (dziś włączę chyba “tryb samolotowy” żeby zmniejszyć ryzyko raka mózgu tfu tfu tfu). W zasadzie to ja spałem, a on czuwał i monitorował mój sen. A to wszystko za sprawą aplikacji Sleep Cycle, która dzięki wbudowanemu w iPhone’a akcelerometrowi rejestruje ruchy ciała we śnie po to, by obudzić mnie w (podobno) najbardziej odpowiednim momencie. Dzięki temu mam podobno czuć się bardziej wypoczęty. Dziś nie widzę specjalnej różnicy, ale składam to na karb świątecznego przejedzenia, wieczornego piwa (wg producenta aplikacji alkohol zaburza sen i może sprawiać, że aplikacja nie działa efektywnie) i faktu, że to pierwsza noc z iPhonem pod moim prześcieradłem, a podobno Sleep Cycle potrzebuje kilku dni żeby się dopasować do osoby, obok której śpi. Zupełnie jak człowiek.
Poniżej zamieściłem wykres mojej wczorajszej nocy. Widać, że nie śniło mi się nic specjalnego, ale przynajmniej fazy REM powtarzały się regularnie i we właściwych odstępach ok. 90 minut.

Takimi dziennymi statystykami generowanymi przez Sleep Cycle można chwalić się wysyłając je innym e-mailem (nie wiadomo po co, chyba że jako dowód dla żony, że będąc w delegacji spędziliśmy grzecznie noc w łóżku hotelowym) lub publikując na Facebooku i tym samym dzieląc się resztkami swojej prywatności. W ten sposób z resztą dowiedziałem się o istnieniu tej aplikacji.
Ciekawe, kiedy powstanie aplikacja My Showers and Baths mierząca długość i intensywność branych kąpieli. Mogłaby nam uświadomić ile wody zużywamy i odprawić za to publiczną pokutę. Oczywiście na Facebooku.
To mi przypomniało ciekawy numer magazynu Wired sprzed kilku miesięcy (07/2009), który poświęcony został modzie/trendowi na mierzenie wszelkich możliwych aspektów naszego życia, przetwarzanie ich na liczby, analizowanie wyników i porównywanie się z innymi. Takie wynalazki jak Nike+ (czujnik w bucie sprzężony z iPodem) czy właśnie Sleep Cycle wpisują się znakomicie w naszą potrzebę posiadania coraz większej wiedzy o sobie, ciągłego wzrostu produktywności i samodoskonalenia (?)
Tagi: Facebook, produktywność
Posted by Grzegorz on lis 11, 2009 in
Blog
W poprzedniej wersji postu było tutaj moje kretyńskie zdjęcie, które wrzuciłem jako pierwszy z brzegu plik nadający się do publikacji (?). To był test działania platformy posterous.com, którą odkryłem dzięki Wojtkowi z CPB. Dzięki!
Rozwiązanie wygląda ciekawie – zakładasz bloga wysyłając po prostu mail z treścią swojego pierwszego posta na adres post@posterous.com i… gotowe! Masz założony blog z pierwszym wpisem. Kolejne dodaje się tak samo. Jeśli załączymy do maila zdjęcia, posterous automatycznie stworzy nam galerię. Podanie w mailu linka do filmu na YouTube sprawi, że w treści postu film zostanie wstawiony, podobnie jak mp3 itd.
Oczywiście, jest pełna integracja z Facebookiem, Twitterem i WordPressem, co pozwala publikować na te wszystkie platformy wysyłając jednego maila.
Jest też możliwość tworzenia “grupowych blogów” i kilka innych ciekawych opcji. Sprawdźcie sami.
Tagi: produktywność
Posted by Grzegorz on gru 10, 2008 in
Blog
Ostatnio zacząłem odkrywać kolejne “ficzery” Gmaila, z którego korzystam zarówno do celów prywatnych jak i firmowych. Webowy interfejs mojej poczty zaczyna zatem wyglądać jak małe centrum zarządzania (życiem?), co widać na poniższym screenie (jakość niska żeby przypadkiem nie dało się czegoś rozczytać ;-)).

Po lewej mam włączony widget pokazujący kalendarz i nadchodzące wydarzenia. Pod nim lista aktywnych dokumentów na Google Docs – arkusze kalkulacyjne, pliki tekstowe, prezentacje. Po prawej widet prezentujący listę zadań, czyli tak zwane “tudusy”. Korzystam z RememberTheMilk, choć właśnie dowiedziałem się, że Google wprowadziło własną listę zadań jako jeden z ich “laboratoryjnych” gadżetów znajdujących się w fazie testów Przy okazji – coś mi się wydaje, że te ich permanentne “labsy” i “bety” to po prostu wybieg prawny mający ich zabezpieczyć przed ewentualnymi roszczeniami użytkowników, którym coś nie zadziałało lub się popsuło po skorzystaniu z jednej z ich usług ;-). Widget RememberTheMilk ma tę zaletę, że widzę tę samą listę zadań niezależnie od tego, czy właśnie korzystam z poczty służbowej czy prywatnej. Bardzo przydatna jest opcja automatycznego wstawiania zadań na listę oraz spotkań w kalendarzu po oznaczeniu maila etykietą lub gwiazdką. Z kolei poziomu listy zadań do zrobienia można otworzyć mail przypisany danemu zadaniu. Bardzo przydatne i zwiększa produktywność, przynajmniej pozornie.
Jeszcze niedawno wydawało mi się, że aplikacje webowe długo będą ustępować Outlookom i tym podobnym, gdyż wymagają stałego podłączenia do Internetu. Okazuje się jednak, że to już nie jest barierą, nawet w Polsce. Internet w domu i w pracy do oczywistość. Hotspotów “na mieście” jest coraz więcej. I nawet w pociągu do Krakowa czy Poznania, pomimo braku zapowiadanego w Interncity dostępu do sieci, jest komórka. Mój zestaw Nokia E51 z obsługą HSDPA i usługą iPlus w połączeniu z MacBookiem przez bluetooth sprawdza się znakomicie w każdych warunkach. Niestety, jestem uzależniony. Przyznaję. Ale na razie na odwyk się nie zdecyduję.
Tagi: Google, opinie, produktywność